Showing posts with label zarządzanie. Show all posts
Showing posts with label zarządzanie. Show all posts

Precz z "Fuckup Oriented Company"

Fuckup - an embarrassing mistake, someone who makes mistakes because of incompetence.

Ciekawa rzecz. Dużo organizacji i menedżerów stosuje to słowo nagminnie w stosunku do swoich pracowników, siebie na wzajem, czyniąc z jego użycia niemal naturalną, codzienną sytuację. Wniosek jest jeden: fakt skupiania się na błędach stał się dla Ciebie na porządku dziennym.


To nic nie da
Przypomnij sobie inną sytuację. Ile razy w szkole ktoś Cię pochwalił, a ile razy powiedział, że jesteś całkowicie do niczego lub w najlepszym przypadku uznał to, że coś spieprzyłeś, za coś naturalnego. Zastanów się też, ile razy szedłeś do szkoły czy pracy radosny, bo robisz tam wspaniałe rzeczy i masz okazję być publicznie pochwalony, nagrodzony. Widzisz, teraz się uśmiechasz, bo zdajesz sobie właśnie sprawę, jak rzadko to się zdarza.



Problem w tym, że ktoś dawno temu uznał, jakoby stosowanie presji, stresu i uwłaczających godności kar poprawić miało Twoją produktywność. Ta teoria, zaraz obok zorganizowania drugiej wojny światowej, jest z pewnością jednym z głupszych tworów człowieka. Robin Sharma, światowej sławy trener, powiedział kiedyś, że są trzy podstawowe rzeczy, byś Ty mógł dobrze pracować i osiągać światowej klasy rezultaty. Jedną i najważniejszą z nich jest fakt, że aby osiągnąć wspaniałe sukcesy musisz czuć się wspaniale. Widzisz jakie to proste. Wierz mi, jeśli źle się czujesz, nic nie zrobisz.

Jak sobie z tym poradzić? Jest sporo możliwości. Zacznij od prostych rzeczy.

Gwarantowany motywator
Nalepki motywacyjne, to jedno z najprostszych rzeczy na świecie, a zarazem jedno z tych, które uwielbiasz począwszy od 6 do 99 roku życia. Niezależnie od tego jak poważnym i wybitnym, uznanym na całym świecie osobnikiem jest Twój pracownik, zobaczysz, jak chodzi cały dzień wesoły, śmieje się jak dzieciak w przedszkolu, bo dostał nalepkę. Pewnie, że jeśli jesteś szefem grupy, musisz go najpierw ustawić. Ale pamiętaj, ciągła presja przeradza się tylko w żałośnie wyglądający nieefektywny mechanizm.

Łącząc to, jak Ty się czujesz z dodatkowymi elementami, można stworzyć coś, co nazywa się Modelem Uczącej się Organizacji. Jest to model stworzony przez Gordona Drydena dla The Burton Group Plc.

Tak oto wygląda:

Skupienie się na przyszłości
Kształtowanie przyszłości. Rewolucja w uczeniu. Rewolucja w środkach natychmiastowej komunikacji.

Podwójny cel kadry kierowniczej
Zarządzanie: wyznaczanie celów krótkoterminowych i osiąganie ich poprzez działania innych ludzi. Przywództwo: kreowanie i inspirowanie innych do tworzenia nowej przyszłości poprzez wytyczanie coraz śmielszych celów.

Kultura firmy
Każdy jest entuzjastycznym uczniem. Każdy jest nauczycielem, mentorem i wychowawcą. Każdy potrafi twórczo myśleć. Każdy wnosi coś pozytywnego. Każdy jest samodzielnym menedżerem. Każdy udziałowiec jest zaangażowany w poczynania firmy. Rozwój i szkolenia. Pomagaj każdemu pracownikowi wyznaczać i osiągać cele, zarówno osobiste, jak i dotyczące firmy. Nie wszystkie szkolenia muszą służyć nabyciu konkretnych umiejętności związanych z pracą. Wystarczy, że poszerzają wiedzę i uczą, jak się uczyć

Sieć komunikacyjna
Ułatwiaj tworzenie, upraszczanie i przechowywanie wszelkich istotnych informacji i zadbaj, by były łatwo dostępne dla wszystkich. Nagradzaj ludzi za dzielenie się pomysłami. Przełam sposób myślenia w kategoriach: “To nie nasze”.

Wygląda świetnie co? Najlepsze, że takie systemy są wdrażane. Jeszcze lepsze, że taki system wdrożono również w jednej z małych szkółek na Alasce i z biednej szkółki stała się jedną z lepszych ośrodków naukowych w tej części świata, ale o tym następnym razem.
Podsumowując, wszystko zależy od tego jak Ty się czujesz. Rób tak, byś czuł się dobrze i traktuj innych tak, by oni także dobrze się czuli. Zastąp słowo "Fuckup" pomocą lub słowem "Spróbuj jeszcze raz". To proste, ale jest podstawą do budowania przyszłych sukcesów.

  • Facebook
  • Twitter
  • Digg
  • Delicious
  • Google Buzz

Traktuj pracownika(programistę) swego, jak siebie samego

Jak jest w twojej firmie...

Wykonywanie zadań i projektów w zorganizowanej grupie ludzi zwanej firmą zależy od przeływu informacji i planowania wielu działań. Można powiedzieć, że zarządzanie procesami wewnątrz takiej grupy jest sprawą nader skomplikowaną. W tym celu wymyślono szereg teorii i narzędzi, które ją usprawniają, np Scrum. Bez zanudzania. Techniki te stworzono, byś mógł maksymalnie wykorzystać potencjał pracowników i czasu.

Twoja firma ma lidera!(?)

Pytanie w takim razie brzmi: Co powinno cechować programistę, a co menedżera w tej hierarchii?
Czy jeden może być drugim i na odwrót? Chcąc nie chcąc, pojawia się tu czynnik ludzki.

Co jeśli lider nie ma racji?

By go opanować, potrzebne jest zrozumienie czegoś, co nazywa się inteligencją emocjonalną. Wbrew opini wielu “szefów” istnieje coś takiego i jest cokolwiek całkiem ważne. Pozwala ona zrozumieć, dlaczego ludzie mają problemy z komunikacją, dlaczego nie chcą ze sobą pracować, zwalniają się. Jak te sytuacje usprawnić i w końcu jak z nimi rozmawiać, by czuli się dobrze i byli efektywni?

Miej z nimi kontakt, wiedz co czują

Wiele osób bagatelizuje tę “część” zarządzania. W efekcie dzieje się coś takiego: “Zbyszku od jutra Ty będziesz zarządzał, bo przybyło programistów, ale nie martw się, wyślemy Cię na kurs Scrum Mastera i będziesz świetny, to nic, że przez 2 lata nie wychodziłes z pokoju”. Nie oszukujmy się, kurs nie zrobi z Ciebie dobrego Scrum Mastera, tak jak 10 dniowy kurs ICC nie zrobi z Ciebie coacha. Patrząc z drugiej strony, Mark Foster w książce “How to Make Your Dreams Come True” napisał, że są dwie techniki wykonywania zadań: Push Mode i Pull Mode. Pierwsza polega na maszynowym wykonywaniu poleceń, czyli tak, jak postrzegamy programistów. Drugi polega na zaangażowaniu intuicji i doświadczenia do podejmowania decyzji o tym, co w danej sytuacji będzie najlepsze - nasza wizja menedżerów. W takim modelu działań programista nie może być menedżerem i na odwrót. Niestety brutalna rzeczywistość pokazuje Ci, że mało jest tak naprawdę osób odnajdujących się w drugiej roli. Model ten stosowany jest często w większych korporacjach lub tam, gdzie ludzie myślą, że zarządzanie wiąże się z krzykiem i groźbami. Takie podejście marnuje także dość skutecznie potencjał pracowników.

Jak mogłoby być...


Współpracujcie nawzajem

Dlaczego? Obecnie wiele firm próbuje wdrażać lub już pracuje w duchu zwinnych metodyk zarządzania projektami. Ich podstawą jest wszechobecna współpraca. Model wcześniej wymieniony jej nie zapewnia, ponieważ zawsze istnieje bariera pomiędzy kierownictwem wysokiego szczebla, a “wyrobnikami” na samym dole hierarchi. Ta bariera powoduje, że dochodzi do podziału na pracowników “myślących” i “wytwarzających”, czyli fizycznych i umysłowych. Efektem tego jest marnotrastwo potencjału ludzi, którzy i tak są tam zatrudnieni, a których talent objawia się tylko w wyrobnictwie. Jak twierdzi Evan Rose, w rzeczywistości obecnie każdy kwalifikuje się jako pracownik umysłowy, nie tylko fizyczny.

Natomiast, co do modelu opisanego wcześniej, kultury organizacyjne typu “Każ i kontroluj” dzielą swoje siły robocze właśnie pomiędzy pracowników umysłowych i “resztę”. Płacą one swoim umysłowym pracownikom za myślenie, reszcie natomiast za wykonywanie poleceń. W takich kulturach wzajemna współpraca jest skazana na porażkę już na starcie. Stosując zasadę “każdy kwalifikuje się jako pracownik umysłowy”, tworzy się strukturę samoorganizującą, równorzędną, będącą w stanie szybko reagować na zmiany. Zalety takiej struktury można prześledzić w ciekawej książce De Bono “The Mechanizm of Mind”, gdzie takie stuktury są opisane.

Idąc dalej, skoro mamy samoorganizującą się strukturę, w której każdy jest pracownikiem umysłowym, może niepotrzebni są już menedżerowie? Nie byłoby tam awansów w stylu: “Od dziś jesteś menedżerem! Idź po kawę”. Od teraz każdy bierze udział w tym procesie. Nie ma skomplikowanej hierarchi, a każdy ma możliwość dodania czegoś od siebie.
Coś takiego istnieje w 37Signals, DHH przedstawił to w następujący sposób:

We also let our teams manage each other. Every week, one employee gets to be manager and set the rough agenda, review others’ work, write a company status update, and generally be the go-to person for their colleagues. We rotate these duties weekly.You know what we’ve found? Magical things happen when employees know they’ll get to be king for a week. Gone is the complaining about what management is forcing them to do, because rotating management gives them a clear perspective of both sides of the fence. Employees will step up and grow if you give them the chance.

Oczywiście nawet on twierdzi, że może wydawać się to szalone, ale w małych firmach, lub grupach zawsze można to wypróbować. Z pewnością jest to duża szansa na samorozwój wszystkich zaangażowanych.

Stwórzcie wspólną wizję i razem nią podążajcie

Nawet jeśli coś pójdzie źle, w małej organizacji można na te zmiany zareagować bez większych strat. Czego by jednak nie zrobić, zawsze uważaj na “ludzki czynnik”. Wiedz, że jedni bedą lepszymi liderami, menedżerami inni gorszymi i pod tym kątem te struktury organizuj.
  • Facebook
  • Twitter
  • Digg
  • Delicious
  • Google Buzz

Ciekawe oraz skuteczne planowanie i wykonywanie zadań

Napisałem poprzednio, że mierzenie czasu pracy jest bardzo subiektywną sprawą. Lepiej zastosować technikę Pomodoro, która wyłuskuje z tego czasu naszą realną efektywność i to właśnie ją pozwala zmierzyć. W skrócie - pozwoliło Ci to odpowiednio wykorzystać Twoje zasoby. Wiele osób twierdzi, że nie istnieje coś takiego jak zarządzanie czasem, ale tak naprawdę wszystko, co istnieje, może być w jakimś stopniu zarządzane. Czas mamy z głowy, co zatem z zadaniami, na które ten czas poświęcamy?
Często zdarza się, że lista zadań, którą mamy zapisaną w 43 różnych notatnikach i programach, jest jak potwór w szafie. Niby każdy wie, że nie ma się czego bać, bo to tylko nasza wyobraźnia, ale i tak jest to ostatnie miejsce, do którego zajrzysz w nocy.

Brutalna rzeczywistość
Żebyś jednak nie był bez szans w walce z potworem wymyślono wiele znakomitych technik.
Pierwszą z nich jest z pewnością Getting Things Done Davida Allena. Jest tam wiele narzędzi pozwalających na priorytetowanie zadań, przypisywanie im kontekstów, czasu, potrzebnej energii, przerw i tak dalej. Kiedy, wypruwając żyły, już się tego nauczysz, wtedy ktoś wyglądający jak profesor powie Ci: “Hej, źle planujesz swoje zadania” i każe Ci sięgnąć po książkę Briana Tracy “How to master your time”. Ponieważ Brian Tracy napisał około miliona książek na ten temat, nauczy Cię on, że najważniejszym w wykonywaniu zadań jest ich priorytetowanie. To z kolei opisał w książce “Eat that frog”. Ale to nie koniec. Zgadnij co? Oprócz tego, że zaplanujesz zadania, sposób w jaki je postrzegasz i wykonujesz jest równie ważny. Zatem kolejną wartą uwagi rzeczą jest książka “Six thinking hats”, która pozwoli Ci w już dobrze zaplanowanych zadaniach jak najlepiej wykorzystać mózg.

Nie zapominaj o zasadach ...


Każda z rzeczy opisanych powyżej jest znakomita i warto zawsze po nią sięgnąć. Ale nie można zapominać o jednej rzeczy. Twój mózg to nie tylko racjonalne wykonywanie dobrze zaplanowanych zadań. Gdyby tak było, każdy po 45 roku życia dostawałby nagrodę Nobla. Wszystko to stałoby się nudne, a my nie różnilibyśmy się od gadających roślinek. Mózg jest trochę bardziej skomplikowany i oferuje również coś takiego jak emocje i intuicyjne zachowanie, które to potrafią w 10 sekund zepsuć Ci to, czego się wyżej nauczyłeś. Żeby tak się nie stało i żeby brać z tej intuicji i emocji to, co najlepsze, poświęć parę minut na coś co nazywa się Autofocus Index Marka Fostera.

... ani o zabawie!

Wykonywanie zadań też może być zabawą!
Uprzedzam! To nie jest metoda, którą cała populacja zaakceptuje, polubi i dzięki której znikną dziury budżetowe. Jest to metoda, która opiera się na naszej naturalnej potrzebie działania, która oprócz racjonalnych wyborów, zawiera również elementy intuicji i zabawy. Składa się ona z czterech różnych metod, dostosowanych na potrzeby różnych sytuacji. Są to: AF1, AF2, AF3, AF4. Ja opiszę tutaj jedynie metodą AF4, która najlepiej pasuje do mojego trybu pracy, dlatego warto, byś sprawdził także działanie pozostałych. Każda z nich odpowiada innemu charakterowi pracy i życia. Zależy to od limitów czasowych, ilości wykonywanych zadań, charakteru pracy itp. W skrócie, jeśli nie masz deadline'ów i masz luźne godziny pracy - wybierasz 1, jeśli zazwyczaj wykonujesz rutynowe czynności - wybierasz 2, jeśli łączysz jedno i drugie i deadliny wybierasz 4 itd. Nie będe opisywał wszystkiego, co możesz zobaczyć na stronie Marka Fostera. Ale uprzedzam kilka rzeczy płynących z mojego doświadczenia:

- to metoda, która działa, ale działa tylko wtedy, gdy zaufasz systemowi, który nią kieruje
- pracując z nią zauważysz, że nagle, mimo tak prostej metody, zaczynasz wykonywać dużo więcej działań
- nie myśl za dużo, po prostu trzymaj się kilku prostych zasad
- opisany tam notes można traktować jak kontekst z GTD (np. Szkoła, Dom, Praca itd).

Jak wspomniałem, osobiście używam AF4 i mogę powiedzieć, że wszystkie do tej pory poznane task managery i todo listy są niepotrzebne, całość powoduje, że wykonuje dużo zadań, jednocześnie bawiąc się całym systemem.

Jak działa AF4:

Autofocus List w praktyce
Do zapisywania listy zadań możesz użyć albo zwykłego notatnika, zeszytu albo arkusza kalkulacyjnego np.

1) Spisujemy wszystko, co chcemy zrobić (wszystkie zadania) i oddzielamy je kreską - odtąd jest to nasz Backlog.

2) W każdej chwili możemy dopisać nowe zadanie, ale robimy to za poziomą kreską - co od teraz jest Active Listą.

3) Zaczynamy od Backlogu. Przechodzimy po wszystkich Taskach i zaczynamy prace nad tym, nad tym, nad którym w danej chwili chcemy pracować.
Zakreślamy Task jako zrobiony jeśli uważamy, że dostatecznie dużo nad nim pracowaliśmy, umieszczamy go na końcu Active Listy, ale tylko wtedy jeśli wymagana jest jeszcze nad nim praca (lub jeśli ta czynność będzie się powtarzać w przyszłości - np. sprawdzenie poczty).

4) Gdy przechodząc przez kolejne pozycje Backlogu napotykamy linię graniczną, nie przechodzimy do Active Listy. Zamiast tego wracamy do początku Backlogu i kontuujemy przechodzenie w kolejności po Taskach w celu znalezienia tego, nad którym chcemy pracować.
Taki typ przemieszczania się kontynuujemy do momentu, kiedy w trakcie pełnego przebiegu po Backlogu nie wykonamy pracy nad żadnym z zadań

5) Teraz przekraczamy linię i przechodzimy do Active Listy.
Przemieszczamy się w dowolny sposób - po kolei przeglądamy zadania w celu znalezienia tego, nad którym chcielibyśmy pracować w danej chwili.

6) Osiągnąwszy ostatnie zadanie na Active Liście, przechodzimy do początku Backlogu i powtarzamy proces z Punktu 3.

7) Kiedy wykreślimy wszystkie zadania w Backlogu (zrobimy), kreślimy nową linię na końcu Active Listy i to ona od tego momentu staje się Backlogiem.

Powodzenia!
  • Facebook
  • Twitter
  • Digg
  • Delicious
  • Google Buzz

Dlaczego mierzenie czasu pracy nie działa?

Pracując dzień w dzień nie zdajemy sobie sprawy, ile czasu marnujemy. Minęły już czasy, kiedy on 30 000 lat temu obserwując niebo stwierdzał, czy jest dzień czy noc, i w zależności od tego pracował lub spał. W chwili obecnej problem jest dużo bardziej złożony. Mianowicie pracując, jesteś zmuszony monitorować i liczyć każdą minutę z upływającego czasu. Dlaczego? Powodów jest kilka, najważniajszy to taki, że za ten czas Ci płacą. By Twoi zleceniodawcy nadal Ci płacili, konieczne jest obliczenie kosztów, jak i estymacja czasu, która jest Ci potrzebna do wykonania pewnej skończonej liczby zadań. Co więcej, praca inna od koszenia trawy wymaga kreatywności. By móc być kreatywnym, trzeba nałożyć na siebie i spełnić pewne uwarunkowania. John Cleese stwierdził na jednym z prowadzonych przez siebie wykładów, że by móc być kreatywnym, trzeba spełnić dwa warunki: mieć ograniczenie przestrzeni i ograniczenie czasu. To pierwsze niejako jest zapewnione, bo mało osób pracuje na dworcu autobusowym. Natomiast drugie jest często bagatelizowane. Przykład: pracując nad czymś estymujesz tą czynność i stwierdzasz, że zajmie Ci ona 13 godzin. OK, 13 godzin, tak? Teraz zastanów się nad tym, jak efektywnie spędzasz dziennie czas: przychodząc, czy zaczynając pracę o 9 i kończąc ją o 17.

Deadline - Ty z pewnością też tak masz

Mało osób w tym układzie planetarnym jest w stanie pracować kreatywnie i efektywnie przez 8 godzin non stop. Dlaczego? Bo to po prostu niemożliwe i Twój mózg samoistnie Cię dekoncentruje, żebyś nie stał się w niedługim czasie warzywem lub czymś w stylu maszyny do pisania. Kolejnym przykładem jest eksperyment, który udało mi się przeprowadzić rok temu. Wraz z ludźmi, z którymi pracowałem, postanowiliśmy stworzyć aplikacje jak i rozgrywkę, która nazywała się Paymo Experiment.



Paymo timetracker to tak naprawdę wspaniałe narzędzie, z wbudowanymi wszystkimi potrzebnymi narzędziami do analizy tego co i jak zrobiłeś przez dany odcinek czasu. Jednak monitorowanie czasu pracy staje się nudne i mało adekwatne, bo nie wiesz tak naprawdę, ile czasu zajmuje to samo innym osobom (w skrócie: czy zawalasz robotę czy nie). Efekt jest prosty, osoby z ego wielkości Księżyca stwierdzają: “Cholera, ja to jednak jestem super, pracuje po 70 godzin i dzięki temu jestem najlepszym pracownikiem”. Tak to nie działa.
Chodziło też o to, by wyeliminować pracoholików, bo Ty i Ja wiemy, że oni są zbędni: czytaj Fire the workaholics. Aplikacja była dość ciekawa, zarejestrowało się sporo osób i tak naprawdę można było sprawdzić, ile kto średnio i nad czym pracuje przez dany dzień czy tydzień - jeśli oczywiście dodałeś go do obserwowanych, a on się z zgodził. Wszystko było idealne. Jednak powraca tu problem wymieniony wcześniej: to ile pracujesz jest świetne, ale jak pracujesz? Powiem szczerze, że jestem fanem wiedzy z rozdziału zarządzanie czasem. Jednak po przeczytaniu Davida Allena “GTD” i “Zjedz tę Żabę!” Briana Tracy'ego odczuwam niedosyt. Po pierwsze mamy do dyspozycji tryliony narzędzi, mniej lub bardziej skomplikowanych. Po drugie sprawą kluczową nadal pozostaje czas, w którym to wszystko wykonujemy i w jaki sposób. Można powiedzieć nawet - jego granulacja pozostaje zbyt duża (8 godzin efektywnej pracy non-stop jest niemożliwe).

“Czasu jest wystarczająco dużo dla osób, które dobrze go wykorzystują” - Leonardo da Vinci



Jest jednak ratunek i pomoc w tego typu sytuacjach, nazywa się pomodorotechnique.com. Na czym rzecz polega? Polega na tym, by wyuczyć w sobie pewne nawyki, które pozwolą tak naprawdę być kreatywny i produktywnym przez czas, który dla siebie rozplanujemy. Co więcej metoda ta nie działa tylko dla pojedynczego osobnika, ale i dla całego stada, więc można ją wykorzystać w pracy grupowej, czyli np. pair programming.

Pomodoro Technique stworzył Francesco Cirillo w 1992. Jest to narzędzie używane przez profesjonalistów w zespołach lub indywidualne jednostki na całym świecie. Co trzeba mieć by zacząć? Kuchenny minutnik (zgadza się, taki, który tyka). Lub, jeśli pracujesz na komputerze - adekwatne oprogramowanie, polecane przeze mnie - focusbooster.com.

Jak to działa?

- Zdefiniuj zadanie, nad którym chcesz pracować, ustaw minutnik na 25 minut.
- Zacznij wykonywać zadanie, dopóki minutnik nie zadzwoni, jeśli tak się stanie, zapisz sobie gdzieś X (jako wykonany jeden pomidor).
- Odpocznij chwilę, np 5 minut, przejdź się po schodach, albo zobacz co dzieje się za oknem.
- Co cztery pomidory (czyli co 4x25 minut) weź dłuższą przerwę, np 15 minut.

Magiczne 25 minut jest efektem wieloletnich badań, które wykazały, że Twój umysł jest w stanie pracować z pełną wydajnością i skupieniem, optymalnie tylko przez krótkie odcinki czasu. Po tych odcinkach powinna następować przerwa. W czasie tej przerwy nie myśl o wykonywanym zadania, zrelaksuj się, myśl o czymś przyjemnym lub wykonaj fizyczne ćwiczenie. Ważne jest, by przerw nie przeciągać powyżej 5 minut i zachować płynność wykonywania danego zadania. Po 4 pomidorach Twój umysł powoli staje się zmęczony, dlatego powinieneś zrobić dłuższą, odświeżającą przerwę około 15 minut.

Dąż do tego, by nic nie przerywało twojego pomidora. Pomidor jest niepodzielny. Jeśli go zacząłeś, musisz wykonać go do końca. Jeśli minutnik zadzwonił, przestań wykonywać dane zadanie, niezależnie na jakim jesteś jego etapie. Kiedy coś Ci przerwało, zapisz to sobie jako znak "-" np. Przerwane pomidory nie mogą być zapisywane, to powoduje fakt kształtowania się u Ciebie szybkich technik negocjacyjnych. Czyli następnym razem powiesz komuś, by zadzwonił za chwilę, bo masz ważne zadanie (pomidor). Twoim obowiązkiem jest unikanie jakichkolwiek przerw w trakcie wykonywania pomidora. Zobaczysz po chwili, jak można sobie radzić w biurze z wieloma utrudnieniami i jak nimi zarządzać, co pozwoli Ci się skupić na pomidorze i lepiej pracować. A Pani Kasia na pewno sama znajdzie ten długopis.

Mimo, że masz teraz wątpliwości, czy to zadziała w Twoim przypadku, zaufaj mi. Spróbuj wszystkie z twoich zaplanowanych zadań wykonywać w oparciu o tą technikę, a po tygodniu zobaczysz, że coraz mniej czasu potrzebujesz na ich wykonanie.

Używając prostych, progresywnych kroków, kartka, na której zapisujesz swoje pomidory będzie znakomitą analizą tego, jak pracujesz, jakie zadania ile Ci zajmują, ile jest efektywnego czasu Twojej pracy. Dzięki temu po pewnym czasie dowiesz się również, jak organizować dzień za pomocą Pomodoro Technique, jak radzić sobie z niechcianymi przerwami i zakłóceniami np kiedy ktoś nieoczekiwanie do Ciebie zadzwoni i wyrwie Cię z rytmu pracy. Zobaczysz tak naprawdę na ile Cię stać, co pozwoli Ci lepiej organizować dzień, planować wykonywanie poszczególnych zadań, a przede wszystkim bawić się lepiej swoją pracą!
Będziesz po prostu w stanie stwierdzić: “Tak, napisanie tego artykułu zajmie mi 4 pomidory”.


Najciekawszy jest fakt, że to naprawdę funkcjonuje. To najprostsze, a zarazem najskuteczniejsze narzędzie, by być efektywnym i dobrze planować swoje zadania.

Mimo, że metoda ta jest bardzo prosta, dobrze jest przeczytać książkę autora, by jeszcze lepiej zrozumieć jej idee i bardziej zaawansowane zastosowania - Pomodoro Technique Book.
  • Facebook
  • Twitter
  • Digg
  • Delicious
  • Google Buzz